Sztuka gospodarowania tym co ukradzione
Jestem ekonomistą. Czyli – wedle dowcipu, którego nauczył mnie Adam Glapiński – kimś, kto JUTRO całkiem fachowo wyjaśni, dlaczego jego WCZORAJSZE prognozy zupełnie się DZIŚ nie sprawdziły.
Mając choćby tę jedną mądrość w plecaku – noszę się dumnie jako fachowiec-in-spe w branży, na której znają się wszyscy (jak na medycynie czy polityce). Od czasu do czasu dokładam do tego swoje własne uwagi – i w ten sposób przyczyniam się do rozkwitu tej dziedziny wiedzy i zręczności. Biorę też na siebie wszelki wstyd jaki wynika z tego, że sprawy gospodarcze pomykają swoimi ścieżkami niezależnie od tego, jak wielcy specjaliści dokręcają i odkręcają śrubki w tym molochowatym przedsięwzięciu Człowieka-Ludzkości.
Dziś dokładam taką oto światłą myśl: zdecydowana większość tego, co nazywamy ekonomią (czyli opisem działań gospodarczych) – dotyczy zawiadowania tym, co Człowiek podwędził Naturze, Kosmosowi, innym Ludziom.
Nie sięgając daleko w przeszłość, zauważam, że pojęcie ekonomiczne DOBRA WOLNE (niewyczerpywalne) – to w rzeczywistości to, co każdy może sobie wziąć i spożytkować wedle uznania: wyrzucić, przetworzyć, zmarnować, ogrodzić-zaklepać, itd., itp. Z punktu widzenia Natury, Kosmosu albo Sąsiada – to jest zwykłe zagarnięcie, przywłaszczenie, kradzież. Taka swobodna, powszechnie przyzwolona kradzież nieuchronnie prowadzi do tego, że dobro wolne się wyczerpuje i staje się DOBREM RZADKIM: taki status uzyskała ziemia (grunt), lasy, piasek, woda pitna, czyste powietrze, zwierzyna, owoce i warzywa. I mnóstwo innych rzeczy, które – będąc wolnymi – stały się rzadkimi. Zasoby ludzkiej gotowości do wysiłku - też.
* * *
Właściwe zrozumienie istoty „ukradzionego” – to zmiana w myśleniu ekonomicznym. Początek takiej zmiany – to pretensje „czerwonych” w sprawie Wyzysku (przechwytywanie owoców od słabszych na drodze opresji niewolniczej i feudalnej oraz poprzez instytucję Kapitału). Krok następny wykonali „zieloni”, ujmując się za prawami zwierzątek i roślinek do bycia poza ludzkimi żądzami. Z zupełnie innych powodów ("niebiescy") uznano Antarktydę czy przestrzeń okołoziemską za chronione od „ogradzania” (tu akurat Ameryka wymyśliła Space Forces, więc jak zwykle się wyłamuje).
Jeśli rozszerzanie obszarów chronionych przed przeistaczaniem ich z obszarów „wolnych” w obszary „rzadkie” nazywamy lewactwem – to ekonomia jako nauka i jako fach – staje się nieuchronnie dziedziną lewacką. Może dlatego najbardziej prestiżowe nagrody dla ekonomistów i najbardziej prestiżowe uczelnie – uciekają w matematykę (w inżynierię ekonomiczną) – bo inaczej całą profesurę i korpus doktorów zaczętoby dekomunizować…?